Tragiczny finał pielgrzymki, jechali na rocznicę. "Żona siedziała przy oknie"

Dodano:
Kościół pw. św. Jakuba w Medziugorie Źródło: Wikimedia Commons / Creative Commons by gnuckx / CC BY 2.0
Mieli świętować ważny jubileusz, 50 lat małżeństwa. Państwo Helena i Zdzisław ze Strzyżowa na Podkarpaciu wybrali się na pielgrzymkę do Medziugorie.

W drodze powrotnej doszło do tragicznego wypadku autokaru na Węgrzech. Kobieta zginęła, jej mąż przeżył. Teraz opowiada o dramatycznych chwilach po katastrofie.

Pan Zdzisław, podobnie jak większość pasażerów, spał, kiedy doszło do wypadku. Obudził go potężny huk. – Jak trzasnęło, to się obudziłem. Wszyscy spali, nikt nic nie widział – opowiada w rozmowie z "Faktem". Po chwili w autokarze rozległy się krzyki przerażonych pasażerów. – Słyszałem tylko: "O Matko Bosko!". Były krzyki i nawoływania, gdzie kto jest – wspomina.

Mężczyzna uważa, że przeżył dzięki temu, że tuż przed tragedią położył się na podłodze w przejściu pomiędzy siedzeniami. – Tam spałem, na podłodze, to mnie uratowało. Żona siedziała przy oknie – mówi. Najcięższych obrażeń doznali pasażerowie znajdujący się po stronie, na którą przewrócił się autokar.

Musiał zidentyfikować żonę

Po katastrofie pan Zdzisław został przewieziony do szpitala. Jego żonę wyciągnięto z wraku później. – Mnie zabrali, a żonę dopiero później wyciągali. Ratowali tych, którzy żyli. Tych, o których stwierdzili, że nie żyją, zostawili na później – relacjonuje. Później mężczyzna musiał dokonać identyfikacji Heleny. Jak przyznaje, obraz żony po wypadku cały czas do niego wraca.

– Dopóki jej nie widziałem, to było inaczej. Teraz mam ją cały czas przed oczami – mówi. – Jak widziałem teraz, jak wygląda... – dodaje.

Pojechali uczcić 50 lat małżeństwa

Helena i Zdzisław byli małżeństwem od pół wieku. Od lat wspólnie pielgrzymowali do Medziugorie. – Na każdą rocznicę żeśmy jeździli – wspomina senior. Tym razem podróż miała być szczególna. Małżonkowie chcieli w ten sposób uczcić złote gody. – Pojechaliśmy na 50. rocznicę ślubu. Chcieliśmy sobie ją uczcić, a tu masz... – mówi pan Zdzisław. – Tak bardzo się szanowaliśmy, kochaliśmy się – dodaje.

Przed wyjazdem mieli powiedzieć bliskim, że będzie to już ich ostatnia pielgrzymka. – W domu mówili, że to już ostatnia pielgrzymka. No i tak wyszło... – mówi mężczyzna.

"Do domu przyjadę zupełnie sam"

Teraz pan Zdzisław najbardziej obawia się powrotu do Strzyżowa. Po 50 latach wspólnego życia będzie musiał wrócić do domu bez żony. – Dopiero będę przeżywał, jak do domu przyjadę, zupełnie sam – wyznaje. We wrześniu rodzina miała świętować ślub wnuczki. – Córka wnuczkę wydaje za mąż. To dopiero będzie tragedia dla nich – mówi.

Mimo ogromnej straty pan Zdzisław podkreśla, że nie stracił wiary. – Wierzę w Boga. Uważam, że Bóg wie, co robi – mówi. Zapytany, czy po tragedii nie zwątpił, odpowiada: – Myślę, że Bóg zabiera do siebie najlepszych, wie, co robi...

Źródło: se.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...